Przyglądam się kolekcji.
Tam, obok siebie leżą pierzaste „rozkolce” z błyszczącymi „porcelankami”.
Wrzecionowate „zwójki” dzielą miejsce z iryzującymi „haliotisami”, zaś nadęte „stągwice” przepychają się ze spiczastymi „terebami”. Tłem dla tej serii barw i wzorów są bielusieńkie koralowce madreporowe lub nieskazitelna srebrzystość perłopławów.
Wreszcie, tworzące płaszczyznę jednorodności i harmonii „stożki” kłócą się z rozwichrzonymi kolcami „spondylusów”, a słoneczne „stellarie” wydają się być przytłoczone przez konchy oceanicznych gigantów. Wyjątkowa to sceneria! Szkoda tylko, że zarezerwowana wyłącznie dla mnie...?!
Na szczęście, przy odrobinie dobrej woli i ogromie pracy organizacyjnej można uchylić rąbka czarowności morskich konchyliów i obdarować owym pięknem w muszli zaklętym drugiego Człowieka.
Czy więc chęć, a nade wszystko – potrzeba - podzielenia się z Nim cudownościami natury nadzwyczajnie uformowanymi ręką Niewidzialnego w pospolitym węglanie wapnia – może być motywacją do barokowego „bajania” o muszlach?
Przyznam się...Nie znam lepszej!