Z przyjemnością rekomenduję stronę najpoważniejszej na polskim rynku firmy zajmującej się sprowadzaniem i handlem muszlami."Neptunea" działa od 1992 roku. Właściciele firmy oddają się od 20 lat pasji konchologicznej.
RADZIONKÓW moje miasto
INTERNETOWY KLUB MIŁOŚNIKÓW MUSZLI - skupia ludzi zauroczonych skarbami morskich głębin. Czuję się zaszczycony każdym wpisem, ale najwięcej satysfakcji dostarczają mi kontakty z osobami, które podlegając owej - "vis attractiva" roztaczanej przez muszle, uczyniły z ich kolekcjonowania - życiową przygodę.
Polskim kolekcjonerom muszli potrzeba konsolidacji!
Ta zaś, możliwa jest tylko dzięki aktywności prawdziwych pasjonatów - ambitnych i zaangażowanych, o ugruntowanych i stałych zainteresowaniach.
Dział "PASJONACI" to miejsce dla osób będących filarami polskiej konchologii - internetowej, które zdecydowały się udowodnić swoją kolekcjonerską klasę na łamach "CONCHY".
Mam nadzieję, że w przyszłości kolekcjonerzy ci – stanowić będą trzon formalnego, ogólnopolskiego klubu – zrzeszającego miłośników konchistyki.
Anna Koralewicz – Bober, POLSKA /Przemyśl/
Błękit nieba - ledwo okraszony bielusieńkimi firanami chmur, słońce – złociste i czasem z lekka dręczące, morze – kryształowe i rozpieszczające…
Oj tak, to zdecydowanie greckie klimaty!
Odnajdujemy tam…wszystko…mistrzostwo antycznych rzeźbiarzy, myśl filozofów, gościnnych mieszkańców, smaki greckiej suvlaki, tradycyjną muzykę…
Niezależnie od tego, czy najchętniej podziwiamy „pozostałości” po Atlantydzie na Santorini, czy raczej sączymy kawę w cienistej platei, istnieją duże szanse, że bogowie mają nas w swojej pułapce…
Nie ulega wątpliwości, że do pułapki piękna Hellady „wpadła” Pani Anna Koralewicz – Bober, którą z największą przyjemnością witam w gronie PASJONATÓW!
Pani Ania deklaruje kilka życiowych pasji – pracę zawodową, podróże, a nadto - historię, kulturę i sztukę helleńską…a także kolekcjonerstwo konchistycznej niejako poparte umiejętnością nurkowania. Można tylko pogratulować wszechstronności i życzyć – Kali taksidi!
Pani Anna Koralewicz – Bober…i wakacyjne klimaty.
„Pochodzę z Przemyśla, tu mieszkam i pracuję w wyuczonym zawodzie – lek. dentysta.
Uwielbiam aktywny wypoczynek. Każde wakacje podporządkowane sa muszlom i historii, stąd też kolejna obsesja – wyspy basenu Morza Śródziemnego.”
„Przeglądając wpisy Pasjonatów, doszłam do wniosku, że wszystko zostało już powiedziane na temat „początków” naszego hobby. Wszyscy mamy podobnie, gdyż zaczynamy od bodźca „spustowego”, który wyzwala w nas potrzebę gromadzenia muszli mięczaków. Z czasem potrzeba przeobraża się w pasję, która rozwija się wielokierunkowo, z podziwem dla wszystkich rodzin mięczaków, bądź nabiera obsesyjnego uwielbienia dla tej jednej jedynej rodziny muszli, jednego tematu, bądź jednej wspólnej "osi" łączącej kolekcję.
Kolejna rzecz, która nas wszystkich łączy to codzienne "doglądanie" zbioru, muskanie flanelką skorupek, przeszukiwanie aukcji…bo przecież może trafi się to COŚ, na co „polujemy”.
Nie widzimy w tym nic nienormalnego, to część naszego życia.
Śmiem zaryzykować twierdzenie, że - my - bez muszelek to już inne osoby. Nasi bliscy dopiero po pewnym czasie nabierają szacunku dla kolorowych „drobiazgów”, zajmujących coraz to więcej miejsca w domu, patrząc już na nas nie ze zdziwieniem, a raczej „przez palce”, pojmując muszlowe hobby, jako nieszkodliwe dziwactwo.
Uwielbiam muszle z rodziny Cypraeidae. Wiem, że nie jest to oryginalne, ale one właśnie są dla mnie najcenniejsze. Zgromadziłam już ponad 250 gatunków. Jestem dumna z kilku „perełek” w zbiorze…Na pewno wprawne oko wyłowi na zdjęciach kilka form kolorystycznych Cypraea spurca, „czarnego nebritesa”, „ocelatki” oraz ulubienicę mojego męża, oliwkowo-zieloną Cypraea lurida…ulubioną, bo znalezioną osobiście przez Niego.
Zresztą, ja także najbardziej cenię okazy, które udało mi się własnoręcznie wyłowić podczas wakacyjnych wypraw.
Pozdrawiam wszystkich Pasjonatów z pięknego Pogórza!”
Konieczność pomniejszania zdjęć na użytek witryny „nie służy” zachowaniu detali, jednak warto wpatrywać się dokładnie, aby odszukać „perełki”, o których wspomina Pani Ania…