muszle muszla concha glanc radzionków jacek related shellshows shell galeria
 
    Jest poniedziałek, 6 września 2010 roku.
      CONCHA MENU
CONCHA - CURRICULUM VITAE         
 
Strona główna
Artykuły Galeria "Świat muszli" Shell Shows - Relacje Shell Related Varia
Wystawy i Prezentacje "CONCHA" Curriculum Vitae Linki Kontakt i Twoja opinia

HONOROWY GOŚĆ
"CONCHY"

INTERNETOWY KLUB MIŁOŚNIKÓW MUSZLI "CONCHA"
P A S J O N A C I  

ARKANA KONCHOLOGII

F O R U M
E K S P E R T Ó W

NOWINY KOLEKCJONERSKIE

"THE CONE COLLECTOR"
newsletter

LOSOWY OKAZ

LOSOWY LINK

BLUE WATER COAST MARINE

www.bluewatercoast.com.au
Jeśli chcesz ujrzeć muszle o największej jakości kolekcjonerskiej - "Gem", to masz po temu okazję wchodząc pod ten adres.


RADZIONKÓW
moje miasto
 
DZIAŁ: "CONCHA" - Curriculum Vitae JEST PRÓBĄ UCHYLENIA RĄBKA TAJEMNICY Z ŻYCIA MOJEJ STRONY INTERNETOWEJ, A TAKŻE OSOBISTEJ PRZYGODY KOLEKCJONERSKIEJ.
CHCĘ TEŻ W TYM MIEJSCU PODZIĘKOWAĆ WSZYSTKIM ŻYCZLIWYM OSOBOM, KTÓRE DANE MI BYŁO SPOTKAĆ DZIĘKI PASJI KONCHOLOGICZNEJ.
SWOJE PRZEMYŚLENIA WZBOGACIŁEM ZDJĘCIAMI Z MOJEJ KOLEKCJI.


Zaistniałem na tym świecie, kiedy Polska świętowała tysiąclecie swego Chrztu dla Europy. Jak każdy, przeszedłem drogę edukacji i ćwiczenia się w umiejętnościach, aby ostatecznie poświęcić się zawodowo służbie zdrowia.
Słynny fragment "Snu nocy letniej" - Mendelssohn'a poprowadził mnie do ołtarza w 1991 roku.
Pewnej lodowatej, styczniowej nocy roku 1993 doświadczyłem Daru Ojcostwa, który nadał właściwą gradację wartości moim życiowym poczynaniom.
W tym też roku urzekło mnie piękno muszli morskich - klejnotów Wszechoceanu.
Każdego dnia, moje życie płynie z woli Najwyższego w takt ulubionej muzyki organowej - mistrza Jana Sebastiana.


Każdy z nas - konchistów - przeżywa swoją kolekcję uczuciowo, poświęca jej czas i pieniądze, czasem dokonuje życiowych wyborów i szuka kompromisów we współżyciu z rodziną. Jednak w końcowym rozrachunku dzięki swojej pasji możemy zaistnieć, możemy wychylić głowę ponad przeciętność.
Kolekcjonerstwo to klucz do kłódki szczelnie zamkniętej bramy oddzielającej nas skutecznie od przestrzeni wolności, samorealizacji i radości. Podjęcie tego klucza wyzwala nas często z realiów współczesnej rzeczywistości, którą niepodzielnie włada ów piekielny wynalazek starożytnych Fenicjan - pieniądz.


Jednym z moich marzeń kolekcjonerskich było wydanie książki poświęconej kolekcjonerstwu konchologicznemu, postrzeganemu przez pryzmat związków człowieka i muszli.
Niestety z wielu przyczyn książka w rozumieniu klasycznym "nie udała się", za to 1 października 2004 roku ruszyła moja strona internetowa "Concha".
Jest ona substytutem wymarzonej książki o konchologii!


Postanowiłem, że "Concha" wolna będzie od rozległej tematyki systematyczno - klasyfiakcyjnej, przeważnie nudnej dla niewtajemniczonych, opartej na karkołomnej łacinie.
Nie chcę też pisać o anatomii i fizjologii mięczaków, bo musiałaby to być praca odtwórcza, kopiująca doświadczonych mallakologów.
Zrezygnowałem też z tworzenia opasłego katalogu gatunków, gdyż musiałbym umieścić w nim zdjęcia okazów, których nie mam w zbiorze, więc zapożyczone z innych stron internetowych, co w moim odczuciu - przekreśla kolekcjonerską wiarygodność autora!
Marzyła mi się natomiast strona hobbystyczna w ciepłym, domowym klimacie, uchylająca rąbka tajemnicy tego czarownego świata, z którym jest mi dane codziennie obcować. Proponuję ją poszukującym doznań estetycznych i przeżyć związanych z podziwianiem przemyślności natury zawartej w Cudzie Stworzenia.


Wiele artykułów opowiada o ludziach zauroczonych naturą i oddających się pasji kolekcjonerskiej.
Próbowałem przedstawić ich jako osoby "normalne", które nie są obarczone fobią ciągłego gromadzenia ślimaczych skorup, ale poszukujących w tym zajęciu jakiegoś głębszego sensu.
Chciałem zaprzeczyć panującemu przekonaniu, że kolekcjonerstwo w samym swoim założeniu, to zajęcie dla ekscentryków, krezusów, lub ludzi, którzy nie potrafili dotąd zrealizować się zawodowo lub rodzinnie.
Niektórzy uważają, że pasja kolekcjonerska to forma ucieczki przed rzeczywistością, życiowymi wyzwaniami lub oczekiwaniami innych osób. Wyobrażenie takie jest nad wyraz fałszywe, a także - w swoim uogólnieniu - krzywdzące.


Najważniejsze jest oczywiście to, co nam daje kolekcjonerstwo konchologiczne.
W moim przypadku - emocjonalny bufor na "ciężkie chwile", sposób na odreagowanie codzienności, impuls do ciągłego penetrowania wiedzy, oraz jak ja to nazywam - "filozoficzną iskrę", porządkującą ciągle moje światopoglądowe pryncypia.
Mogę się tylko cieszyć, że w mojej pasji partycypuje cała rodzina, co jest doskonałą płaszczyzną do budowy pozytywnych relacji rodzinnych i wychowawczych.
W tym miejscu pragnę podkreślić,że największym skarbem kolekcjonera jest...wyrozumiała Żona, oraz - w moim przypadku - cierpliwa Córka.
Bez szczerego wsparcia tych najbliższych osób przygaśnie płomień każdego hobby.
Dobrze, że płomień mojej pasji może żarzyć się pełnym i gorącym blaskiem!


Czasem zastanawiam się - skąd bierze się w człowieku potrzeba gromadzenia najróżniejszych przedmiotów, jak rodzi się kolekcjonerstwo.
Czy jest to tylko forma "szpanu", chęć zaimponowania odmiennością swoich zainteresowań, a może to jakiś "nieszkodliwy bzik"?
Nie ulega wątpliwości, że każdy z nas zaczyna od poziomu zwykłego zbieracza, włączającego gorączkowo do swego zbioru kolejne muszle, których jakość budzi wiele do życzenia. Dorastając z czasem do miana hobbystów pochłaniamy wiedzę konchologiczną, a nasz smak zbieraczy wyraźnie się zaostrza. Mamy już wizję swojej pasji i bardzo poważne plany zakupów muszli, które mają stanowić "epolety" naszej kolekcji.
Wreszcie możemy mówić o sobie - JA kolekcjoner!
Skąd jednak bierze się wykładnia takiego awansu, czy to tylko nasze subiektywne odczucie...a może to przede wszystkim stan ducha?!


Życie kolekcjonera nie jest spokojne. On nigdy nie zazna uczucia sytości, ciągle ma jakiś cel przed sobą. Nie ma kolekcjonera spełnionego, on zawsze i nieustająco do czegoś dąży.
Z jednej strony - ów niepokój przepojony pasją staje się siłą napędową ku ciągłemu zgłębianiu tajemnic konchologii. Niestety może mieć także oblicze życiowej udręki - zwłaszcza, gdy nasze możliwości finansowe nie nadążają za wizją stworzenia reprezentatywnego zbioru.
Chwilowe niepowodzenia i porażki kolekcjonerskie uszczuplają znacznie i tak wąskie grono "konchistów".
Na pewno każdy pasjonat ma własną receptę na "ciężkie czasy" swojego hobby. Mój sposób, to właściwa gradacja wartości w życiu. Konchologia zajmuje w nim bardzo eksponowane miejsce, ale niewątpliwie nie jest jego najważniejszym elementem składowym. Wszak kolekcjonerstwo ucząc życiowych kompromisów musi dostarczać radości. Tylko wtedy ma sens.


Starożytni powiadali : "De gustibus non est disputandum", czyli "o gustach się nie dyskutuje". Nie trudno zgadnąć, że powyższa sentencja ma także zastosowanie w tworzeniu ekspozycji konchologicznej.
Jedni - gromadzą ulubione rodziny mięczaków, inni - gatunki należące do określonej dzielnicy zoogeograficznej, jeszcze inni - same tylko albinosy, micro-shells lub wreszcie dziwaczne "freaki".
Osobiście, staram się stworzyć kolekcję najbardziej reprezentatywnych i urzekających gatunków poszczególnych rodzin świata mięczaków.
Zadanie niewykonalne...ale jakże frapujące.


"Kolekcjonerzy to ludzie szczęśliwi" - tak właśnie miał powiedzieć znany niemiecki poeta Johann Wolfgang Goethe.
Przyznaję, że brzmi to krzepiąco, ale nie powinniśmy chyba za bardzo przywiązywać się do owej wizji pisarza okresu "Sturm und Drang".
Myślę, że lepiej traktować kolekcjonerstwo jako dodatkową, darowaną nam płaszczyznę do poszukiwania stanu życiowej szczęśliwości. Sądzę, że większość kolekcjonerów marzy o tym, aby ich pasja zbieracza była kontynuowana nawet wtedy, gdy ich samych nie stanie już na tym świecie. Warto zawczasu się o to zatroszczyć, bo choć "konchistyka" bywa wyjątkowo zaraźliwym bakcylem, to jednak : "mimo, że wielu jest powołanych, to mało wybranych".
Świadomość, że dzisiaj tworzony zbiór może stać się w przyszłości formą przedłużenia pamięci o nas samych, to też szczęście...


Prezentacja swojego zbioru oraz plastyczne rozmieszczenie okazów w kolekcji to kolejne wyzwanie, przed którym stają zwłaszcza zaawansowani "konchiści", borykający się nadto z coraz bardziej odczuwalnym brakiem miejsca. Zasady lansowane przez profesjonalistów są jednoznaczne i nieubłagane, zakładając ścisłą klasyfikację okazów z gromadzeniem ich w rodziny, do których przynależą.
Choć dyskusje nad tą metodą są bezprzedmiotowe, to jednak mam w swojej kolekcji miejsce specjalne, gdzie tworzę coś na wzór - "gabinetu historii naturalnej". Tam, obok siebie leżą pierzaste rozkolce z błyszczącymi porcelankami. Wrzecionowate zwójki dzielą miejsce z iryzującymi haliotisami, zaś nadęte stągwice przepychają się ze spiczastymi terebrami.
Tłem dla tej ferii barw i wzorów są bielusieńkie koralowce madreporowe lub nieskazitelna srebrzystość perłopławów.
Wreszcie, tworzące płaszczyznę jednorodności i harmonii stożki kłócą się z rozwichrzonymi kolcami spondylusów, a słoneczne stellarie wydają się być przytłoczone przez konchy oceanicznych gigantów.
Wyjątkowa to sceneria ! Warto dla niej odstąpić od rygorów naukowego kolekcjonerstwa konchologicznego.


Moja pierwsza wystawa kolekcjonerska zatytułowana - "Cuda mórz i oceanów" została otwarta 25 września 2000 roku w radzionkowskim Centrum Kultury "Karolinka".
Jej realizacja i bardzo uroczysty wernisaż możliwe były dzięki gościnności p. dyrektora MARIANA PRODLIKA oraz wielkiemu zaangażowaniu instruktora - ADAMA SOLORZA. Debiut wystawienniczy na własnym terenie to wielki stres, jednak odbiór ekspozycji był fantastyczny, dostarczając mi wiele satysfakcji.

Za wystawę "Cuda mórz i oceanów" otrzymałem Nagrodę Przewodniczącego Rady Miasta Radzionków, wręczoną przez Przewodniczącego R. M. - p. MICHAŁA CYLA.
Wśród wielu nagród za "konchistykę" ta - jest dla mnie najcenniejsza. Znalazłem się wtedy w gronie nagrodzonych obok : Zespołu Pieśni i Tańca "MAŁY ŚLĄSK" - prawdziwego ambasadora kultury śląskiej w całej Europie, oraz p. Piotra Mankiewicza - twórcy i kustosza jedynego w Polsce "MUZEUM CHLEBA".

W lutym 2003 roku zrealizowałem drugą ekspozycję hobbystyczną.
Tym razem gościny użyczył mi Miejski Ośrodek Kultury w Miasteczku Śląskim.
O piękną oprawę plastyczną oraz bezpieczną prezentację okazów zadbała p. dyrektor IRENA LUKOSZ KOWALSKA.


Nieodłacznym elementem mojej przygody kolekcjonerskiej były i są spotkania z ludźmi pracującymi w środkach masowego przekazu : prasie, radiu i telewizji.
Zdecydowana większość z nich to osoby szczere i życzliwe - bardzo ciepło odnoszące się do mojej pasji, oraz z wielkim zainteresowaniem do samej konchologii.
W tym gronie bryluje p. GRZEGORZ BYLICA - Redaktor Naczelny "Głosu Radzionkowskiego" - człowiek wielkiego stylu i prasowego profesjonalizmu.
Artykułem - "Rzecz o konchologii" zarekomendował "Conchę" i ujawnił moje filozoficzno-kolekcjonerskie przemyślenia.
Bardzo serdecznie wspominam też spotkania z p. JACKIEM TARSKIM - Redaktorem Naczelnym tarnogórskiego "Gwarka" - rzeczowo traktującym "konchistykę" i dopytującym o wszelkie arkana kolekcjonerskie.
Szczegółowe relacje z moich wystaw zawdzieczam p. redaktor MONICE PACUKIEWICZ, która zarekomendowała także "Conchę" czytelnikom "Dziennika Zachodniego".
Przyjemnością było spotkanie z p. redaktorem DARIUSZEM ZALEGA z "Trybuny Śląskiej", którego efektem był tematycznie wyczerpujący artykuł - "Piękno w muszli zaklęte". Kilka miesięcy później drugą część tego artykułu zredagowała p. redaktor ANNA ŁADUNIUK.
Wiele emocji dostarczyła mi emitowana "na żywo" audycja "RADIA PIEKARY" - poświęcona mojemu muszlowemu hobby, a także nagranie programu dla Telewizji Polskiej TV-3 w Katowicach.


Wielu kolekcjonerów uważa, że pasja, której się poświęcają jest doznaniem bardzo osobistym, wręcz intymnym - wymagającym...nietykalności.
Przyznaję, że odczuwałem podobnie...do czasu pierwszej wystawy kolekcjonerskiej.
Obecnie twierdzę, że zbiór konchologiczny żyje dzięki ludziom, którzy przychodzą obejrzeć go na wystawie, dzielą się swoimi opiniami, wyrażają swój pogląd na istotę zbieractwa.
Dla samego kolekcjonera jest to niepowtarzalne przeżycie, wzmagające jego aktywność hobbystyczną i mobilizujące do zgłębiania tajników swojej specjalności.

Bardzo lubię czytać pozostawione przez zwiedzających wpisy do "księgi pamiątkowej". Za każdym razem kopiuję je i dokładnie analizuję. Niektóre - to zwykłe podpisy, w innych - autor sili się na kilka słów komentarza, w jeszcze innych - widać nawet zdolności plastyczne wpisującego się.
Od czasu, do czasu - trafiają się zdania, które pamięta się długo.

Moje ulubione, to wpis z wystawy radzionkowskiej - "Choć mam już tyle lat, to jeszcze czegoś takiego nie widziałam..."


Staram się, aby "Concha" miała charakter osobistej strony autorskiej.
Wystrzegam się bezkrytycznego kopiowania pomysłów uznanych sław światowej "konchologii-internetowej".
W niektórych artykułach zamieściłem zdjęcia, których nie jestem autorem...jednak zawsze przed wykorzystaniem pracy innego Internauty - proszę o jego zgodę!

Chcę w tym miejscu podziękować wszystkim, którzy chętnie udostępnili swoje zasoby fotograficzne. Do ich grona należą :
PIOTR STÓS www.fotografia.podwodna.com
ROBERT BORZYMEK www.underwater.pl
RUDI STANKIEWICZ www.underwater.pl
FILIP NOWICKI www.bubblemaker.pl
LESZEK BOLESŁAWSKI www.aquarium.boleslawski.de
TED DEFEO www.defeodecor.com
MICHAEL BRENAN diver.net
JIM STIME
contact(at)aquarium-design.com
JAROSLAV DERKA shells.webz.cz
JOSEF KNEZIK lastury.wz.cz
KRZYSZTOF KIJANOWSKI
ANGELO MISSORIO
KRZYSZTOF KIJANOWSKI


Bardzo cieszę się, że tak wiele osób zgłosiło chęć przystąpienia do - "INTERNETOWEGO KLUBU MIŁOŚNIKÓW MUSZLI".
Wszystkim serdecznie dziękuję, zwłaszcza Obcokrajowcom, do których dotarłem z zaproszeniami dzięki ich obecności na światowych stronach konchologicznych.

Pragnę też podziękować osobom, dzięki którym uzyskałem materiały ze światowych "shell shows". Do ich grona należą :

BOBBY i JIM CORDY /Australia/ - "Space Coast Shell Festival, Melbourne 2005"
TOM WALKER /Wielka Brytania/ - "British Shell Collector's Club Convention, 2005"
PAOLO CROVATO /Włochy/ - "IV International Congress of The European Malacological Societies, 2005"
JAROSLAV DERKA /Czechy/ - "Xth International Shell Show in Prague, 2005"
PETER POORTMAN /Nowa Zelandia/ - "Vth New Zeland Shell Show, 2004"


Strona internetowa "Concha" zawdzięcza też bardzo wiele osobom bezinteresownie poświęcającym swój czas, aby udzielić mi informacji lub przesłać materiały, o które zabiegam.
Sposobność poznania tych osób to dla mnie wielka przyjemność.

Pan JANUSZ MIZERA - Dyrektor Handlowy "ŚLIMAKI PL" udostępnił mi przepisy kulinarne z zastosowaniem ślimaków burgundzkich "Grandjean", zaś pani JOANNA MRÓZ przesłała piękne zdjęcia gotowych, ślimaczych dań.
Ojciec BOGDAN MIKRUTA MSF służył radą w moich "misyjnych" poszukiwaniach muszli i udostępnił piękną galerię misjonarskich zdjęć z Papui Nowej Gwinei.
Ojciec KRYSTIAN PIECZKA OFM umożliwił zgromadzenie materiałów o Muzeum Misyjnym na Górze Św. Anny.
Pani BARBARA KLIMA z Muzeum Misyjnego w Panewnikach pełniła rolę czarującej przewodniczki, umożliwiając zebranie materiału fotograficznego.
Pani JANINA BRZĘCZEK z Muzeum Misyjnego na Górze Św. Anny pomogła mi w demontażu gablot celem dokładniejszego sfotografowania eksponatów.
Brat WACŁAW ze Zgromadzenia Ojców Kamilianów oprowadził mnie z córką po zapierającym dech w piersiach Muzeum Misyjnym w Mysłowicach-Brzęczkowicach
Pan LUCJAN BUCHALIK - dyrektor i kustosz Muzeum Miejskiego w Żorach służył radą i wyraził zgodę na wykonanie zdjęć masek afrykańskich.


Na zakończenie, co na pewno nie znaczy, że na końcu – pragnę podziękować osobie, bez której moja "CONCHA" nie mogłaby zaistnieć i funkcjonować.
Osobą tą jest GRZEGORZ MACHOŃ, któremu zawdzięczam wiele ciekawych pomysłów i rozwiązań – wykorzystanych następnie w tworzeniu wizerunku strony internetowej.
Cenię Go za profesjonalizm, wielką cierpliwość oraz otwartość na moje konchologiczne fanaberie.


A teraz pragnę podziękować wszystkim Czytelnikom strony internetowej "CONCHA".
Otrzymuję od Państwa wiele listów pełnych ciepłych słów pod moim adresem, a także podkreślających merytoryczne walory "CONCHY".
Nie zamieszczam tych przyjemnie brzmiących opinii na stronie internetowej, gdyż nie chcę uchodzić za piewcę siebie.
Uważam też, że tworzenie strony internetowej – to nie wyścig po rankingowe splendory, a raczej umiejętność reagowania na potrzeby Czytelnika i wierność kolekcjonerskiej wizji takiego przedsięwzięcia.
Dlatego też w dalszym ciągu oczekuję na sugestie Państwa dotyczące mojej "CONCHY".


Dziękuję !
Jacek Glanc.
 
 
© 2004-2010 Jacek Glanc. Wszystkie prawa zastrzeżone!